Doszło do ogromnego wycieku danych w Danii, w wyniku którego nieuprawnione osoby uzyskały dostęp do niemal 9 milionów rekordów. Atak nie polegał na bezpośrednim złamaniu zabezpieczeń państwowego rejestru, lecz na przejęciu uprawnień podmiotu trzeciego.
Hakerzy wykorzystali skrajnie słabe hasło administratora w firmie, która miała legalne uprawnienia do odpytywania duńskiego odpowiednika systemu PESEL. Po uzyskaniu dostępu sprawcy przeprowadzili prostą enumerację, wyciągając imiona, nazwiska, adresy oraz numery identyfikacyjne obywateli.
Sytuacja ta przypomina niedawny incydent z polskim systemem eWUŚ, gdzie dane wyciekły również poprzez zhakowane, ale legalne źródło dostępu. Incydent pokazuje, że bezpieczeństwo centralnych baz danych zależy w dużej mierze od poziomu zabezpieczeń wszystkich podmiotów uprawnionych do ich obsługi.

